moja grafika, fotografia i malarstwo

...czyli trzy po trzy o sztuce ;-)

niedziela, 23 czerwca 2013

co rośnie na bagnach :-)

Bagno zazwyczaj kojarzy nam się z błotem, a przecież tak na prawdę jest to obszar o bardzo dużej wilgotności, porośniętej specyficzną dla takich warunków roślinnością.
Wszelkie torfowiska- wysokie, niskie, przejściowe to też bagna...  Sprawiają nieraz wrażenie suchego lądu, ale wystarczy zrobić krok, by poczuć jak noga zatapia się w miękki mech, woda podchodzi do kostek... zatem uwaga - bagna wciągają! ...dosłownie i w przenośni :-)
A co można spotkać wśród kępek owego zdradliwego mchu (zwanego torfowcem - rzadkiego i pod ochroną)?

Między innymi -
mięsożerną maleńką rosiczkę (Drosera), która łapie na kropelki cieczy owady na obiad ;-)




smaczną żurawinę (Oxycoccus palustris)...



czy potarganą wełniankę (Eriophorum)





piątek, 7 czerwca 2013

biel wiosny

Wiosna w tym roku późno przyszła i wcześnie się skończyła...

W lasach przekwitły już konwalie, a przecież  tak niedawno kwitły tam łany zawilców.

Im to też dedykuję ten krótki wpis - tak krótki - jak tegoroczna wiosna...



niedziela, 19 maja 2013

kolejna wiosna nad Biebrzą

Przełom kwietnia i maja to najlepszy czas, by odwiedzić rozlewiska Biebrzy. I chociaż w tym roku mocno spóźniona wiosna namieszała również i tutaj, jak zwykle - ciekawych motywów nie zabrakło...



zarówno od strony zachodniej - Burzyna czy Brzostowa... gdzie wysoki poziom wody co prawda uniemożliwił kaczeńcom kwitnienie, ale pięknie podtopił malownicze wierzby :-)



jak i wschodniej - leśno-bagiennej, czyli pełnej dziur ale też i łosi - tzw. carskiej drogi...


Tam, oprócz łosi, można było wypatrzeć o tej porze roku błękitne żaby moczarowe...

leśne, wiosenne  kwiaty, takie jak...

sasanka otwarta (Pulstailla patens),


czy wiosennego grzybka - czarkę szkarłatną (Sarcoscypha coccinea) 






Wiadomo jednak, że Biebrza - to ptasi raj. I nie tylko mowa tu o bocianach, których gniazda można spotkać niemal na każdym kroku...

Tym razem ornitologiczną niespodzianką była obserwacja remiza budującego swoje - jakże niezwykłe - gniazdko :-)













czwartek, 9 maja 2013

wysoka woda w Słońsku, czyli Zlot obywateli Rzeczpospolitej Ptasiej 2013

Już od 12 lat, co roku, pod koniec kwietnia, kiedy to ostatnie śniegi stopnieją - senne na co dzień miasteczko Słońsk, położone w sercu Parku Narodowego Ujście Warty - przemienia się w prawdziwą stolicę Rzeczpospolitej Ptasiej. Przybywają tutaj wszelcy miłośnicy i znawcy "pierza" z Polski i okolic... ornitolodzy, fotografowie, filmowcy, a przede wszystkim ci, dla których świat bez skrzydlatych przyjaciół mógłby pewnie nie istnieć w ogóle... O tym, jak to wygląda i jaki ma charakter - można poczytać w znanym blogu Marka - plamka mazurka.


Jest to prawdziwy ptasi zlot - zwłaszcza, że zazwyczaj zbiega się z przelotami tysięcy ptaków emigrujących na letnie rezydencje... W tym roku jednak - spóźniona wiosna, a przede wszystkim wyjątkowo wysoki stan wody niestety zakłóciły możliwość obserwacji tego zjawiska.








 I tylko gdzieś, daleko można było dostrzec pojedyncze żurawie, czy gęsi...
















Przed nami rozciągał się płaski krajobraz rozlewisk ujścia Warty. 
Mgły, zwykle tak pięknie malujące krajobraz też pochowały się głęboko... 
















Przemierzając kilometry rozlewisk wałami, szukaliśmy ciekawszych kadrów, 
no i czekaliśmy na lepsze światełko... :-)
















Popołudniowe klimaty dodawały nadziei na ładny wieczór...
















Rzeczywiście, kolory zachodzącego słońca odbite w chmurach i wodzie stworzyły inny, bardziej bajkowy klimat... może nawet i trochę aż nazbyt? ;-) 
Zresztą... osądźcie, proszę, sami... :-)








sobota, 2 marca 2013

Trzy Korony o świcie

Do okna puka już wiosna. Moje kolano po zerwanym więzadle krzyżowym powoli wraca do zdrowia (oj, bardzo powoli), więc póki nie mogę wybrać się w plener - czas na wspomnienia...
Tym razem - jeszcze jedno z ostatniego pobytu w Pieninach.  Jeszcze jedno, ale chyba najciekawsze fotograficznie.

Zapowiadała się inwersja, więc jeszcze nocą (koło 4:30) wyruszyłam na szlak, by o wschodzie słońca być już na samej górze. Ośnieżone szczyty na tle granatu nieba tajemniczo połyskiwały w świetle księżyca.



Na szczycie mróz wydawał się bardziej dotkliwy. Do wschodu zostało trochę czasu. Księżyc powoli żegnał Pieniny...

a wraz z nim - ulatywały resztki mgieł snujących się jeszcze gdzieniegdzie w dolinach.

Wokół mnie roztaczał się widok rodem z andersenowskiej baśni o Królowej Śniegu...

Świat spał. Pierwsze zaczęły budzić się Tatry...

a raczej chmury biegnące ku nim...



Wkrótce słoneczny reflektor rozpoczął swoją wędrówkę granią...



Po zbudzeniu Tatr - dzień spłynął w doliny - te dalsze i te bliższe...




Czas było wracać. Jeszcze tylko ostatni rzut oka na przełom Dunajca...

i droga w dół, zielonym szlakiem przez przełęcz Kosarzyska z powrotem do Sromowiec Niżnych.




Następny świt przywitał świat chmurami. Wkrótce odwilż zmyła całą szadź i nawet kolejne opady śniegu już nie zdołały przywrócić tego czaru, jaki panował podczas owego świtu na Trzech Koronach. I chociaż oczekiwana inwersja nie wystąpiła - spektakl światła i koloru - przyniósł inne, lecz równie piękne i niezapomniane wrażenia :-).