wreszcie przeżyłam sztorm!
Może nie należał on do tych najsilniejszych, ale zawsze... :-)

Wiało boleśnie piaskiem po oczach, rękach, nogach... no i niestety sprzęcie fotograficznym również :-(
Z trudem dało się posuwać na przód i to mniej więcej z prędkością 1 km na godzinę...
od czasu do czasu czarna deszczowa chmura przelatywała nad nami waląc w nas ni to deszczem, ni gradem... a może to też był po prostu jakiś jeszcze inny rodzaj piachu? ... kto wie? ;-)
zauroczeni potęga żywiołów szliśmy wciąż dalej...
w tej wędrówce mieliśmy bardzo miłych współtowarzyszy...
ale nie tylko były to mewy czy rybitwy...
wraz z nami wędrowały plażą również ptaki spotykane w Polsce rzadko, najczęściej tylko podczas jesiennych przelotów...
Teraz, dzielnie walcząc z silnymi podmuchami wiatru - pracowicie wyszukiwały swojej kolacji od czasu do czasu uciekając przed kolejną falą...
były to biegusy...
rdzawe
zmienne
szlamniki

i... na deser - rzadki kamusznik :-)
***
... czyli nie ma to jak brzydka pogoda nad morzem! ;-)